BODY BLENDZ COCONUT DELIGHT NATURALNY PEELING - RECENZJA

czwartek, 6 sierpnia 2015
Po urlopie wracam na bloga, żeby podzielić się z Wami recenzją kosmetyku, którego używałam w trakcie wakacji. Idealnie wpisał się w nadmorski klimat, a obietnica gładkiej, wypielęgnowanej skóry sprawiła, że znalazłam dla niego miejsce w walizce. Przeczytajcie, jak się sprawdził.
Po pierwsze: od kilku lat nie kupowałam peelingów do ciała. Powód jest prosty - najlepszy kosmetyk tego typu robię sama, mieszając cukier, kawę i dowolny olej. Żaden drogeryjny peeling do tej pory nie dorównał tej mieszance, jednak gdy usłyszałam o BodyBlendz postanowiłam je wypróbować.
BodyBlendz to australijska marka produkująca peelingi wyłącznie z naturalnych składników. W ofercie znajdziemy 5 różnych rodzajów produktu oraz dwa rodzaje gąbek do ich aplikacji (z powodzeniem można też wmasowywać kosmetyk dłonią). Peelingi można kupić on line, wysyłka jest bezpłatna.
Moją uwagę od razu zwróciło opakowanie - proste, minimalistyczne i na pierwszy rzut oka mało praktyczne, bo wykonane z papieru. Choć trzymanie go pod prysznicem nie jest najlepszym pomysłem, to w gruncie rzeczy torebka jest solidnie zabezpieczona i wygodna. Wnętrze jest foliowe, a zamknięcie pewne, tak, że peeling nie rozsypał się w torbie. Pojemność to 200 gramów, wystarczy na ok. 12 aplikacji.
Moja wersja peelingu to coconut delight polecana przy cellulicie, łuszczycy, egzemie oraz trądziku i widocznych bliznach. Zaskoczyło mnie pozytywnie, że producent obiecuje coś więcej niż tylko złuszczenie martwego naskórka. Ten peeling ma pomóc w zwalczaniu wymienionych przypadłości.
W składzie znajdują się zmielone ziarna kawy, olej macadamia, olej jojoba, sól morska, olej kokosowy, olej z migdałów oraz organiczne wiórki kokosowe. Tylko tyle. I aż tyle, bo choć przepis wydaje się prosty, to działanie jest naprawdę znakomite. Oczywiście przy odrobinie zachodu można te składniki nabyć samodzielnie i samemu "ukręcić" peeling, ale używanie australijskiego gotowca jest duużo wygodniejsze ;). Składniki połączone są w proporcji dającej przyjemną w stosowaniu konsystencję. Peeling pachnie jak dobra kawa :).
Peeling nakładamy na mokrą skórę i masujemy około 5-10 minut. Warto poświęcić temu chwilę i starannie rozprowadzić produkt - przez pierwsze kilka minut konsystencja przyjemnie "drapie", potem składniki łączą się tworząc nawilżającą papkę. Po spłukaniu ciało jest niezwykle gładkie, oczyszczone i nawilżone, jędrniejsze, o równiejszym kolorycie. Bardzo ładnie wyrównała się też moja opalenizna. Już po pierwszym użyciu peeling poradził sobie z suchymi skórkami na łydkach i ramionach, z każdym kolejnym zastosowaniem skóra jest milsza w dotyku.  Mały minusik - nieważne, czy używacie peelingu pod prysznicem czy wannie - będą tak samo brudne ;).
Jeśli chodzi o zmywanie makijażu - rzeczywiście kosmetyk dobrze radzi sobie z podkładem, pamiętajcie jednak żeby omijać okolice oczu. Peelingu używam częściej do ciała niż twarzy, nie podrażnia cery.

Kosmetyku używam od dwóch tygodni, średnio co 2-3 dni. Nie jestem w stanie powiedzieć, jak radzi sobie z łuszczycą czy bliznami, ale przeglądając recenzję innych blogerek trafiłam na bardzo entuzjastyczne opinie. Póki co, zachwycam się efektem gładkiej skóry i zastanawiam się nad działaniem pozostałych kompozycji. To pierwszy peeling, który przebił moje własne mieszanki i który serdecznie Wam polecam.

2 komentarze:

  1. W zeszłe wakacje sama produkowałam takie peelingi, ale od kiedy pracuję to myślę że taka torebka peelingu byłaby dla mnie idealna :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twoją opinię, zachęcam do zadawania pytań - chętnie doradzę :). Chcesz się umówić na makijaż, warsztaty kosmetyczne lub sesję zdjęciową - zapraszam do zakładki KONTAKT.